Proszę kliknijcie przycisk subskrybuj. To tylko jedno małe kliknięcie, ale dla mnie to ogromna motywacja do dalszego tworzenia filmów. Bardzo dziękuję wszystkim.
Myślisz, że możesz ją po prostu zabrać? Ona jest zniszczonym towarem. Cżłowieku, zjeżdżaj mi z oczu.
Wszystko w porządku. Jesteś teraz bezpieczna. W gorzką zimę 1878 roku Jedodia Culter zstąpił z gór Wind River, niosąc futra bobrowe, szukając tylko soli i mąki.
Zamiast tego kupił życie wyrzuconej kobiety za 20 dolarów. To, co miasto nazwało bezwartościowym balastem, miało rozpalić krwawą waśń na terytorium Wyoming. Wiatr z gór skalistych nie tylko wiał przez Southp City.
On gryzł. Niesiono nim ostry pył skruszonego kwarcu z umierających kopalń złota i zapach zamarzniętego szałwi. Jediach Kulter poprawił ciężką bobrową skórę na swoich szerokich ramionach i przyciągnął konia krzepkiego płowego barnuma, zatrzymując się przed sklepem ogólnospożywczym mlenów.
Jedodiach był góralem w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Mierzył 188 cm szczupłego mięśnia. Jego skóra była poszarzała w kolorze starej sakwy, a broda gęsta od szronu.
Przez siedem lat żył ponad linią drzew, rozmawiając jedynie ze swoimi mułami jucznymi i okazjonalnymi grupami handlowymi szoszonów. Wolał tak. Góry były surowe, ale nigdy cię nie okłamywały.
Wewnątrz sklepu powietrze było gęste od ciepła pieca i kwaśnego smrodu wilgotnej wełny i taniego tytoniu. Tłum zebrał się przy tylnych ladach, śmiejąc się cicho, brzydkimi śmiechami, które zaciskały szczękę. Adedi nie był człowiekiem od miejskich spraw, ale potrzebował worka zielonych ziaren kawy i 5 funtów śrutu.
Nie jest warta tego, co kosztowało jej przewiezienie ze St. Louis. Zagrzmiał głos.
Należał do Thaddiusa Boya. Boyd był najbliższym odpowiednikiem króla w South Pass City. Posiadał syndicate górniczy Big Horn, trzy salony i połowę lokalnych sędziów.
Był to mężczyzna otyły, ubrany w dopasowany płaszcz z sukna z łańcuchem od zegarka przewieszonym przez zamoły brzuch. Jedodiach wkroczył głębiej w ciepło. Jego ciężkie ostrogi stuknęły o szorstkie sosnowe deski podłogi.
Przez lukę w tłumie zobaczył ją narzeczoną nieodebraną. Imię Mave Galer. Pochodzenie St.
Louis Missouri. Cel: Southp City. Umowa matrymonialna.
Status. Odrzucona przez zamierzonego pana młodego Thadiusa Boa siedziała na drewnianej skrzyni otoczona całym swoim dobytkiem, jedną zniszczoną skórzaną walizką ze złamanym paskiem. Jej bawełniana sukienka była cienka, całkowicie nieadekwatna na listopad w Wyoming, a ręce miała mocno splecione na kolanach.
Nie była to rumieniąca się latka. była kobietą, może letnią, o ostrych, wysokich kościach policzkowych, ciemnych włosach upiętych w surowy, schludny kok i oczach w kolorze burzliwego Atlantyku. To, co uderzyło Jedodiach, nie była jej piękność.
Choć w jej twarzy była uderzająca czysta siła, ale jej postawa była wyśmiewana przez 30 pijanych górników i bogatego barona, a jednak jej kręgosłupy jak sosna. Nie płakała. Spojrzała prosto na Boa z zimną, palącą pogardą.
Umowa stanowiła: “Kobieta posiadająca środki, pani Galager.” Powiedział Bo zdejmując kapelusz z uśmiechem. Twój ojciec obiecał 500 dolarów posagu, aby pomóc spłacić jego długi u mojej firmy spedycyjnej. Nie wspomniał, że jego biznes zbankrutował trzy tygodnie temu, pozostawiając cię bez grosza.
Nie przyjmuje przypadków charytatywnych, zwłaszcza prostych, które wyglądają jakby złamałyby się na silnym wietrze. Mój ojciec nie żyje, panie Boa Mawe. Jej głos był niezwykle opanowany, z wyraźnym, wykształconym wschodnim akcentem.
A gdyby żył, zrozumiałby, że 500 dolarów to mała cena za to, by córka trzymała się z dala od świńskiego ryja w jedwabnym kamizelce. Tłum westchnął, a potem ryknął śmiechem. Twarz Boa przybrała kolor surowej wołowiny.
Krokiem do przodu, podnosząc rękę, jakby chciał ją uderzyć, Jedodiach nie myślał, po prostu się poruszył. Jego masywna, splamiona ręka zacisnęła się na nadgarstku Bojda, zanim cios mógł spaść. W pokoju zapanowała martwa cisza.
Górnicy znali je do Diach. Wiedzieli, że potrafi oswoić dzikiego ogiera gołymi rękami i że pewnego razu przeżył zimę w jaskini po lawinie, która złamała mu żebra. Puść mnie, kulter!
syknął Boc wyciągnąć rękę. Ani drgnęła. [odchrząknięcie] To są sprawy miasta.
Nic cię to nie obchodzi. Robisz hałas, Bo jedodiach. Jego głos był niski i chropawy, jak przesuwające się pod wodą kamienie.
I marnujesz cenny czas dobrej kobiety. Dedodiach spojrzał na Mawę. Spojrzała na niego.
Jej szare oczy przeszukiwały jego poszarzałą twarz, długą brodę, ciężki nóż przy pasie. Nie drgnęła. Potrafisz gotować?
Zapytał ją jedia. Tak odpowiedziała natychmiast. Potrafisz cerować skórę i utrzymać ogień przez zamieć.
Jeśli mnie nauczysz, potrafię wszystko. Jedodiach zwrócił swój wzrok na sklepikarza starego Silasa, Mlen, który obserwował z zalady nerwowymi oczami. Mlen, jaka jest jej cena za przewóz i koszt podróży, o którym Bo narzeka?
20 dolarów pokrywa linę dyliżansu i jej wyżywienie na tydzień. Jed wyszeptał Mlen. Jedodiach sięgnął do swojej skórzanej sakiewki.
Wyjął ciężki, surowy samorodek złota. wielkości orzecha włoskiego, wart łatwo 30 arów i położył go na drewnianej ladzie. Uderzył z ciężkim, solidnym łoskotem.
Ona idzie ze mną. Ogłosił je doch do zgromadzonych. Jeśli ktoś tutaj ma zastrzeżenia, może je omówić ze mną na zewnątrz na szlaku Sweetwater.
Nikt się nie poruszył. Taddius Boarł obolały nadgarstek. Jego oczy zwęziły się w jadowite szpary.
Możesz ją mieć, góralu. Bo splunął. To nic, tylko ruina.
Jej rodzina zbankrutowała, a ona ma język, który zepsuje ci mięso. Nie wytrzymasz do pierwszych roztopów. Jedodiach mu nie odpowiedział.
Spojrzał na mawę, podniósł jej ciężką walizkę jedną ręką i podał jej drugą rękę. Zawała się przez ułamek sekundy, a potem położyła swoją małą zmarzniętą dłoń na jego szorstkim rękawie. Podróż w góry Wind River trwała dwa całe dni.
Jedodiach jechał na Barnumie, podczas gdy Mawe siedziała na jego mule jucznym. owinięta dodatkowym wełnianym kocem, który kupiła w sklepie Mlenów. Utrzymywał stałe tempo, obserwując północne niebo, gdy ciężkie szare chmury zaczęły zakrywać szczyty.
Nadchodziła prawdziwa zima wyoming, taka która potrafi zasypać chatę po komin w 48 godzin. Mówili bardzo mało. Jedodiach nie był stworzony do drobnych rozmów.
Amawe wydawała się zadowolona z chłonięcia brutalnej wspaniałości krajobrazu. W miarę jak wspinali się wyżej, równiny szałwi ustępowały miejsca gęstym lasom jodły Douglas i żółtej sosny, aż wreszcie dotarli do ukrytej wysokogórskiej polany, schowanej pod poszarpaną granitową ścianą. Tam stał domedadi.
Była to jednopoziomowa chata z bali, zgrubnie wyrzeźbiona i ciemna. Glina uszczelniająca między belkami miejscami brakowało, a sterta nieporąbanego drewna leżała pod płóciennym brezentem. Wewnątrz pachniało starym tłuszczem, żywicą sosnową i samotnym stęchłym powietrzem człowieka, który używał domu jedynie jako schronienia, a nie domu.
Czata górska. Wymiary 16 x 20 stóp. Konstrukcja: ręcznie nacinane sosnowe bale.
Ogrzewanie. Żeliwny piec na drewno i palenisko z kamienia polnego. Zawartość: Pojedyncze łóżko, prymitywny stół, dwa krzesła, stojaki do skórowania.
Mawe weszła do środka. Jej stopy lekko zapadły się w ziemię wokół paleniska. spojrzała na pojedyncze łóżko poplamione tłuszczem, nieumyte cynowe talerze na stole i skóry wilków i lisów wiszące z krokwi.
Był to brutalny kontrast z ceglanymi i murowanymi miastami Sand Louis. Jedich obserwował ją uważnie, oczekując łez lub narzekań, które zazwyczaj pochodziły od ludzi z miasta. Zamiast tego Mawe podeszła do żeliwnego pieca, dotknęła zimnego metalu i odwróciła się do niego.
Potrzebujemy więcej rozpałki, jeśli mamy przetrwać noc, panie Kulter. Powiedziała spokojnie. A jeśli pokaże mi pan, gdzie trzyma pan mąkę kukurydzianą w smalcu, przygotuje nam kolację.
Ten pierwszy miesiąc był lekcją cichej adaptacji. Jedodiach spodziewał się, że się złamie, ale Mave Galer posiadała dziką, cichą, upartą siłę. Jej ręce, niegdyś miękkie i białe, szybko pokryły się pęcherzami, a potem stwardniały.
Nauczył ją, jak machać małą siekierą, jak piec chleb na zakwasie w żeliwnym garnku i jak smarować skórzane uszczelki pompy wodnej, aby nie zamarzła. W zamian chata zaczęła się zmieniać. Zaczęło się od małych rzeczy.
May używała gotowanego drewna, popiołu i wody do zmywania tłuszczu ze stołu, aż białe drewno sosnowe zaczęło błyszczeć. Zacerowała podartą płócienną osłonę. okna, pozwalając blademu zimowemu słońcu rozświetlić pomieszczenie.
Znalazła worek suszonej lawendy, który Jedia wymienił miesiące temu i powiesiła go na krokwie, banując zapach surowego tłuszczu zwierzęcego. Pewnego wieczoru, w połowie grudnia, gdy za oknem wyła dzika zamieć, potrząsając ciężkimi drzwiami z bali, Jedodiach siedział przy palenisku, oliwiąc swój karabin. Ma siedziała przy stole, używając kawałka węgla drzewnego i pustych tylnych stron starej księgi rachunkowej, aby coś narysować.
Dlaczego opuściłaś St Louis Mave? Zapytał Jedodiach. Był to pierwszy raz, kiedy użył jej imienia, a słowo brzmiało ciężko i nieznajomo na jego języku.
Mawe nie podniosła wzroku znad rysunku. Ponieważ mój ojciec był uczciwym człowiekiem w mieście zbudowanym na nieuczciwych pieniądzach, panie Kulter. Prowadził firmę spedycyjną.
Thadius Boy był jego partnerem na zachodzie. Boyd wysyłał złoto rzeką w dół, a mój ojciec kupował maszyny górnicze i luksusowe towary, które odsyłał. Zawachała się.
Jej węgiel zawisł nad papierem. Rok temu mój ojciec odkrył, że złoto, które wysyłał Bo nie pochodziło z kopalni. Zostało skradzione niezależnym poszukiwaczom, którzy tajemniczo zniknęli lub zostali wyparci ze swoich dział przez wynajętych regulatorów.
Kiedy mój ojciec groził, że pójdzie do federalnych marszałków, jego magazyn nagle spłonął. Zmarł z powodu zatrucia dymem trzy dni później. Wtedy wszystkie jego długi nagle należały do Thadiusa Boa.
Jedodias przestał wycierać lufę karabinu, jego oczy utkwione w niej. Więc Bo zaoferował umorzenie długu, jeśli przyjedziesz tutaj, aby zostać jego żoną. Chciał mnie mieć tam, gdzie mógł mnie widzieć.
===== PART 2 =====
Powiedziała Mawe. Jej głos ściszył się do szeptu. Wiedział, że mój ojciec prowadził prywatną księgę wszystkich ich transakcji.
Myślał, że jeśli mnie poślubi, znajdzie ją, zniszczy i zamknie mnie na zawsze. Ale kiedy przybyłam bez oczekiwanej gotówki i zdał sobie sprawę, że wiem dokładnie, co zrobił mojemu ojcu, postanowił, że łatwiej będzie mnie poniżyć, złamać mi ducha i zostawić na zamarznięcie. Jediach oparł się w fotelu.
Jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Wiedział, że bo jest bezwzględny, ale to było inne zło. Było to wyrachowane, zimnokrwiste morderstwo i kradzież.
Czy znalazłaś zapiski swojego ojca? Zapytał Jedodia. Mawe spojrzała w górę.
Powolny, niebezpieczny uśmiech pojawił się na jej ustach. Podeszła do swojej zniszczonej, skórzanej walizki, uklękła i przesunęła palcami wzdłuż wewnętrznej podszewki. Z ostrym kliknięciem przesunął się fałszywy spód.
wyjęła grubą, oprawioną w skórę księgę z mosiężnymi klamrami. Mam każdy termin, każdą przesyłkę i każde nazwisko górników, których Bo zrujnował, powiedziała, trzymając księgę przy piersi jak tarczę. Dlatego przyjechałam do Wyoming, panie Colter, nie po to, by być panną młodą, ale katem.
W styczniu relacja między góralem a panną młodą z miasta zmieniła się z przypadkowego układu w głębokie niewypowiedziane partnerstwo. Jedodiach nie postrzegał jej już jako ciężaru. Widział ją jako kotwicę, która trzymała jego odizolowany świat w całości.
Zaczynał czekać na koniec swoich pułapek, wiedząc, że chata będzie ciepła, pachnąca zupą z pasternaku, a Mawe będzie czekać ze swoim ostrym dowcipem i spokojnym spojrzeniem. Ale pokój w górach jest kruchą rzeczą. łatwo łamaną przez chciwość mężczyzn z dołu.
Stało się to w jasny, oślepiająco jasny wtorek. Śnieg odbijał słońce z intensywnością powodującą ślepotę śnieżną, jeśli człowiek nie był ostrożny. Jedodiach był za chatą, skórując lisa rudego, gdy Barnum zarżał z wnęki stajni.
Jedodiach upuścił nóż i sięgnął po swój karabin, który zawsze opierał się o sterte drewna. Trzech jeźdźców przedzierało się wąską, skalistą ścieżką na polanę. Ich konie były wyczerpane, pokryte potem, ale sami mężczyźni byli czujni.
Ich ręce spoczywały blisko kabur ich nisko zawieszonych koltów. Jedodiach wyszedł na otwartą przestrzeń. Karabin luźno oparty na piersi, kciuk spoczywał na ciężkim kurku.
Człowiek na przedzie był kimś, kogo jedodiach znał aż nazbyt dobrze. To był Jessie Dalton, notoryczny łowca nagród i główny egzekutorusa Boya. Dalton był chudy, miał twarz szczura, okrutne usta i oczy, które nigdy nie stały w miejscu.
Za nim jechało dwóch wynajętych zbirów z salunów w południowej przełęczy. Ich twarze ukryte za grubymi szalikami z wełny. Lider wrogiej grupy: Jessie Dalton, egzekutor Tadiusa Boyda, towarzysze, dwóch niezidentyfikowanych wynajętych rewolwerowców.
Misja: odzyskać Mave Galer i skradziony dziennik. To już wystarczy, Dalton. Zawołał Jedodia.
Jego głos odbił się od granitowej ściany za chatą. Trop się tu kończy. Dalton zatrzymał konia 30 metrów dalej.
Wypluł ciemną stróżkę tytoniowej śliny na nieskazitelnie biały śnieg. Kulter. Powiedział Dalton kiwając głową.
Nie szukamy kłopotów z tobą. Jesteśmy tu w interesach prawnych pana Boa. Złożył nakaz aresztowania u szeryfa miasta.
Ta kobieta, którą tu chowasz, jest z biegiem. ukradła prywatną własność wielkiego syndykatu rogaczy, zanim opuściła St. Louis.
===== PART 3 =====
Drzwi chaty zaskrzypiały za Jedodiachem. Mawe wyszła na werandę, owinięta swoim wełnianym szalem. W dłoniach trzymała stary dwulufowy dubeltówkę jedodiach.
Jej drobne palce pewnie spoczywały na spustach. Jedyną rzeczą, jaką wzięłam był honor mojego ojca. Zawołała Jessie Dalton.
Jej głos przeciął zimne powietrze. Addius Boy tego nie posiada. Dalton zaśmiał się.
wysoki, drwiący dźwięk. No cóż, popatrzcie tylko. Mały ptaszek znalazł pazury.
Pan Bo chce odzyskać tę księgę, panno Galager, i chce, żebyś wróciła do miasta, by odpowiedzieć za zarzuty. Jeśli przyjdziesz po cichu, Kulter tutaj zachowa swoją skórę. Jeśli nie, cóż, trzech mężczyzn może sprawić, że dużo brudu zniknie przed wiosennymi roztopami.
Jedodiach nie spojrzał za siebie na May, ale jego ramię opadło o cal, celując przyrządy celownicze swojego karabinu prosto w mostek Jessego Daltona. Masz trzy sekundy, żeby zawrócić te konie, Dalton powiedział Jedodia. Jego głos obniżył się do rejestru, który sprawił, że konie niespokojnie się poruszyły, zanim wpakuje pół uncji ołowiu w twoje serce.
Jesteś głupcem, Kulter. syknął Dalton. Jego ręka drgnęła w stronę rewolweru.
Myślisz, że jesteś jedynym, który potrafi polować? Nie możesz spać wiecznie. Jeden.
Jedodia zaczął liczyć. Dwóch zbirów za Daltonem spojrzało na siebie, potem na masywny karabin snajperski wycelowany w ich przywódcę. Wiedzieli, że z 30 m ta broń na bawoły przejdzie przez Daltona i trafi człowieka za nim jak kula armatnia.
Dwa. Powiedział jedodiach. Ciężki kurek jego karabinu kliknął z powrotem w pełne napięcie.
Dźwięk był niewiarygodnie głośny w ciszy górskiego powietrza. Dalton wpatrywał się w oczy Jedodiach i nie widział nic poza absolutną śmiertelną pewnością. Powoli uniósł ręce z dala od pasa.
To jeszcze nie koniec, góalu. Dalton prychnął, odwracając głowę konia. Bo jest właścicielem terytorium.
Nie możesz tu wiecznie ukrywać się na wysokościach. Śnieg zacznie topnieć, a kiedy tak się stanie, będziemy czekać. Trzej jeźdźcy pogonili swoje konie, zawracając stromą lodową ścieżką, znikając w gęstym lesie sosnowym.
Jedodiach stał przez długi czas nieruchomo, słuchając oddalającego się dźwięku końskich kopyt, aż pozostał tylko szepczący wiatr. Powoli opuścił kurek karabinu i odwrócił się do Mawe. Jej twarz była blada, ale szczęka zaciśnięta.
Spojrzała na ścieżkę, potem na jediach. On się nie podda, powiedziała cicho. On nie może pozwolić mi żyć z tym dziennikiem.
Znajdują się w nim nazwiska ludzi, których zabił dla roszczeń do złota Sweetwater. Jeśli ta księga trafi do sądu federalnego w Shayen, Bo zostanie powieszony. Jedediach wszedł na Werandę, wziął od niej ciężką strzelbę i spojrzał na nią.
W takim razie lepiej upewnijmy się, że dotrze do Sayen. Powiedział Jedodiach. Ale nie uciekamy, góral nie opuszcza swoich gór, bo wilk wyje bramy.
Czekamy na odpowiedni moment, a potem polujemy na łowce. Właśnie w tym momencie zaczął się prawdziwy zwrot ich losu. Gdy Jedadiach poszedł zabezpieczyć konie, zauważył porzucony koc pod siodło, który ludzie Daltona upuścili w pośpiechu.
W rogu wyhaftowane były inicjały. C Ke Ceb Kulter. Jedodiach zamarł.
Zimne powietrze nagle zamieniło się w popiół w jego płucach. Kaleb był jego młodszym bratem, człowiekiem, o którym wierzył, że zginął 10 lat temu podczas masakry w Lawrence w Kansas. Jeśli Dalton miał sprzęt Kaleba, oznaczało to, że jego brat nie zginął.
Pracował dla Thadiusa Boyda, tego samego człowieka, który zniszczył życie Mawe. Przeszłość i teraźniejszość zderzyły się właśnie na wysokim śniegu Wyoming, a walka o przetrwanie nie dotyczyła już tylko dziennika. Chodziło o krew.
Jedodiach zaniósł koc pod siodło do chaty. Ciężka wełna zwisała bezwładnie z jego masywnej pięści. Upuścił go na szorstki, drewniany stół.
Wyhaftowane inicjały ostro odznaczały się na jasnym drewnie. Ogień trzaskał w piecu. Ostry trzask odbijający nagłe, gwałtowne pęknięcie w piersi jedodiach.
Mawe opuściła dwulufowy dubeltówkę. Jej oczy przeskakiwały z koca na bladą, sztywną twarz Jedodiach. Nigdy nie widziała, żeby góral wyglądał na przestraszonego.
Ani wtedy, gdy wilki otaczały drzewa, ani wtedy, gdy Jessie Dalton groził ich życiu. Ale teraz cała krew spłynęła z jego spracowanych policzków. Co to jest, Jedodiach?
Zapytała cicho, zbliżając się. Kaleb wyszeptał, przesuwając opuszką przyzwyczajonego do pracy kciuka po wyszywanych literach. Mój młodszy brat, nasza matka wyszyła te inicjały na jego kocu zimą przed wojną.
Mawe zmarszczyła brwi. Jej umysł analizował konsekwencje. Mówiłeś mi, że twoja rodzina zginęła w Kansas w masakrze w Lawrence w 63 roku.
Pochowałem rodziców. Odpowiedział Jedodiach. Jego głos był przesiąknięty dekadą nieopłakanego żalu.
Ale Kaleba nie było w popiołach farmy. Rajdowcy Williama Quantrilla brali jeńców, młodych chłopców, by wychować ich na Bushłakerów. Spędziłem trzy lata jeżdżąc po Missouri i terytorium Indian, szukając go.
Trop się urwał w Teksasie. Szeryf powiedział mi, że chłopiec pasujący do opisu Kaleba zmarł na cholerę w przygranicznym miasteczku. Uwierzyliśmy.
Pozwoliliśmy mu odejść. Jedodiach zacisnął krawędź stołu, aż jego knykcie zbielały. A teraz Jessie Dalton jeździ ze sprzętem mojego brata.
Kaleb żyje i bierze pieniądze Boa. W takim razie mamy dwa powody, żeby zejść z tej góry. powiedziała Mawe.
Jej głos był kotwicą w nagłej burzy jego emocji. Wyciągnęła rękę. Jej mała pęcherzowa dłoń nakryła jego dużą, drżącą.
Znajdziemy twojego brata i zniszczymy Tadiusa Boida. Nie czekali na wiosenny roztop. Dwa dni później srogi wiatr Hinuk powiał nad pasmem gór wiatru, przynosząc fałszywe, nagłe ciepło, które zamieniło pokrywę śnieżną w zdradliwy, przesuwający się błoto pośniegowe.
Jedodiach spakował muły z wystarczającą ilością zapasów na tydzień. owinął kufer mawę i przeklęty dziennik w ciężkie płótno olejowe, mocno zabezpieczając go przed żywiołami. Zjazd był brutalny.
Rzeki, które tydzień wcześniej były zamarznięte, teraz były rwącymi lodowymi i czarnymi potokami. Barnum Jedi z Dhors prawie złamał nogę, poślizgnąwszy się na ukrytej tafli łupku. Przez cały czas Mawe jechała w ponurym milczeniu.
Zaciśnięta szczęka, strzelba spoczywała na jej kolanach. Nie była już kruchą, drżącą narzeczoną, porzuconą na skrzyni transportowej. Góry ją zahartowały, a ogień zemsty płonął jasno w jej piersi.
Pod wieczór trzeciego dnia zobaczyli blaskni przez sosny. Nie była to południowa przełęcz, ale górnicza rozkosz, bezprawne obozowisko satelitarne, gdzie regulatorzy boa znani byli z wydawania skradzionego złota na tanią whisky i stoły do Faro. Jedadiach zostawił mawę i muły zapakowane w gęstym gaju osik mile poza obozem.
Trzymaj kurek na pustej komorze, dopóki nie będziesz gotowa strzelać. Instrukował, podając jej swój ciężki rewolwer Colt do pary ze strzelbą. Jeśli nie wrócę do świtu, jedź na południe do fortu Bridger.
Nie oglądaj się. Sprowadź go jediach powiedziała. Jej szare oczy skupione na jego.
Sprowadź swojego brata. Powietrze w górniczej rozkoszy pachniało dymem drzewnym, rozlanym piwem i nieumytymi mężczyznami. Jedodiach przywiązał swojego konia za biurem szlifierza i poruszał się jak cień po błotnistych załukach.
znalazł źródło najgłośniejszego hałasu. Rozległy namiot płcienny, który służył jako salon i sala gier, wślizgnął się przez tylną klapę, wtapiając się w ciemne zakamarki. Pomieszczenie było wypełnione górnikami, hodowcami bydła i zbirami.
I tam, siedząc przy stole do pokera, niedaleko tyłu, był mężczyzna o szczęce dedodiach i ciemnych niespokojnych oczach jego ojca. Kaleb Kulter nie był już chłopcem. był zahartowanym mężczyzną po dwudziestce, noszącym elegancką jedwabną kamizelkę na brudnej, lnianej koszuli.
Jego twarz była blada, naznaczona stresem złej whisky i gorszych wyborów. Jedodiach poczekał, aż Kaleb z frustracją odłoży rękę i wstanie po kolejny drink przy barze. Gdy Kaleb mijał wąską wnękę koło składziku, Jedodiach wyciągnął rękę, chwycił go za klapy i wciągnął w ciemność.
Kaleb przysiągł. Jego ręka błysnęła w kierunku Kabury, ale Jedodiach z miażdżącą siłą przyparł jego ramię do ściany. Cicho!
Syknął Jedodiach, wkraczając w wąską smuszkę światła sączącą się przez płótno. Oczy Kaleba rozszerzyły się. Gniew w nich natychmiast rozpłynął się w szoku.
Potem pusty, przerażający wstyd. Jed, mój Boże, jed, żyjesz. Nie dzięki tobie.
Warknął Jedediach, nie puszczając. Znalazłem twój koc, Kaleb, na mojej górze. Jedziesz z Jessie Daltonem.
Pracujesz dla człowieka, który odebrał życie Mave Galer. Kaleb oparł się o ścianę. Cały jego har ducha z niego uleciał.
Nie wiedziałem, że tam jesteś. Jed. Przysięgam.
Dalton powiedział nam tylko, że ścigamy złodzieja. Nie wiedziałem. Wydał z siebie szarpany oddech.
Jestem winien Bojdowi. Przegrałem 3000 dolarów na ustawionym stadzie bydła w Abalene. On kupił mój dług.
Jeśli dla niego nie pojadę, powiesi mnie za kradzież bydła. Jesteś kterem powiedział Jedia. Jego głos drżał od dzikiej desperackiej dumy.
Nie sprzedajemy naszych dusz ludziom takim jak Bo jest już dla mnie za późno. Jed wyszeptał Kaleb, łzy zbierając mu się w oczach. Ale dla ciebie jeszcze nie.
Musisz zabrać tę kobietę z terytorium dzisiaj wieczorem. Bo nie czeka na roztopienie śniegu. Wie, że federalny marszałek w Cheen staje się podejrzliwy.
Boy jedzie dyliżansem dzisiaj o północy, wioząc 50 funtów skradzionego złota sweet water, aby przekupić terytorialnego sędziego i wszystkie podrobione akty własności kopalń. Jeśli dotrze do Shayen, będzie miał władzę. Dziennik nic nie będzie znaczył.
Zanim Jedodiach zdążył przetworzyć informacje, klapa płócienna składziku została gwałtownie wyrwana. Jessie Dalton stał w progu. Okrutny uśmiech rozciągał się na jego szczurzej twarzy.
Za nim stało trzech mężczyzn z wycelowanymi karabinami. “Cóż, czy to nie wzruszające rodzinne spotkanie?” prychnął Dalton napinając kurka swojego rewolweru. Pan Boyślał, że możesz mieć słabość do swojej rodziny.
Kaleb, dlatego cię śledziłem. Powietrze eksplodowało. Kaleb nie wahał się.
Pędzony dekadą winy i nagłą desperacką potrzebą odkupienia, mocno popchnął je do diach w osłonę stosu beczek z whisky i wyciągnął własny pistolet. Strzelił na oślep w drzwi. Powrotna salwa była ogłuszająca.
Odłamki drewna i gejzery taniego alkoholu wybuchały wokół nich. Kaleb szarpnął do tyłu, gdy dwa ciężkie pociski trafiły go w klatkę piersiową. Upadł na ziemię.
Nie! Ryknął jedia. owinął swój masywny karabin szarps wokół krawędzi beczek, pociągnął za spust i zniszczył klatkę piersiową strzelca stojącego obok Daltona.
Grzmiące echo karabinu na bawoły rozbiło latarnię, pogrążając pomieszczenie w absolutnej ciemności. Krzyk i Minka wybuchły w głównym namiocie. Dalton strzelał na oślep do ciemnego składziku, ale Jedodiach już się poruszał.
podniósł bezwładne ciało Kaleba na ramię i wybił tylną ścianę płóciennego namiotu, potykając się w błotnistym, zimnym zaułku. Położył Kaleba za korytem na wodę. Młodszy mężczyzna łapał powietrze.
Krew bulgotała na jego ustach. Zostań ze mną, Kaleb! Błagał Jedodiach, przyciskając dłonie do śmiertelnych ran.
Kaleb chwycił go za nadgarstek z zaskakującą siłą. Przestań, Bo! Wysapał, a jego głos był ledwie szeptem wśród wiatru.
Stacja Point of Rock, Północ. Powiedz matce, że jest mi przykro. Spojrzenie Kaleba utkwione było w niebie bez gwiazd, a jego uścisk zelżał.
Jedodiach ukląkł w błocie na długą chwilę, słysząc wołania regulatorów dobiegające z salonu. Zamknął oczy brata. Żal w jego piersi skrystalizował się w coś zimnego, twardego i całkowicie zabójczego.
Wstał, wycierając krew brata o swoje sukienne spodnie. Polowanie dobiegło końca. Nadszedł czas wojny.
Jedodiach wpadł w gąszcz Osik. Jego twarz była maską przerażającej determinacji. Mawe wyrzuciła jedno spojrzenie na jego zakrwawione ubranie i brak brata.
I wiedziała, nie zadała pytań, po prostu podała mu lejce Barnuma. Stacja Point of Rock. Powiedział jedodiach.
Jego głos był chropowaty i mechaniczny. Bo zabiera prywatną dyliżans na linię kolejową dziś wieczorem z ukradzionym złotem. Jeśli dotrze do Shayen, kupi terytorium.
Wtedy upewnimy się, że spóźni się na pociąg. powiedziała Mawe, poganiając swojego muła do szybkiego galopu. To była męcząca, łamiąca kości jazda przez 20 mil poszarpanej roślinności i zdradliwych wąwozów.
Noc była czarna jak smoła, rozświetlona jedynie gorączkowym blaskiem bladej, przybywającej księżyca przebijającego się przez burzowe chmury. Pędzili swoje zwierzęta na skraj wyczerpania, schodząc spodnóża gór na równiny wysokiej pustyni. Dotarli do clifów z widokiem na stację przesiadkową Point of Rocks tuż przed północą.
Stacja była ufortyfikowanym kamiennym budynkiem z dużym koralem i telegrafem. W dole skąpana w chorobliwie żółtym blasku lamp naftowych ładowano ciężką Dyliance Concord. Czterech uzbrojonych mężczyzn mocowało żelazne skrzynie na dachu.
Tchadius Bo stał na ganku, owinięty w bogaty, futrzany płaszcz, szczekając rozkazy, popijając grubego cygaro. Jessie Dalton krążył w pobliżu przednich koni, opatrując ramię od strzelaniny w obozie, zachowując paranoiczny nadzór nad obwodem. Nie możemy ich wszystkich dopaść w krzyżowym ogniu!
szepnął Jedodiach, leżąc płasko na grzbiecie obok May. Dalton ma obwód pod kontrolą. Muszę ich zwabić.
Ty musisz dotrzeć do dyliżansu i zabezpieczyć te akty własności i złoto. Jedaja, jest ich pięciu. Zaprotestowała Mawe.
Jej palce zacisnęły się na jego ramieniu. Walczyłem z niedźwiedziem Grizzly nożem do wyprawiania skór. Mave powiedział, odwracając się by na nią spojrzeć.
Gniew w jego oczach złagodniał w głęboki, szczery szacunek. Nie umrę dziś. Kiedy dam sygnał, biegnij do tej dyliżansu.
Jedodiach zsunął się po kamiennym zboczu jak widmo. Poruszał się z cichą, drapieżną gracją, której 7 lat w wysokich lasach mogło nauczyć tylko mężczyznę. Ominął główną drogę, okrążając koral z końmi.
Znalazł swoją pozycję za stosem drewna opałowego, 30 jardów od dyliżansu. Podniósł karabin Sharps, opierając ciężką ośmiokątną lufę na kłodzie. Nie celował w człowieka, celował w ciężką żelazną skrzynię, która właśnie była podnoszona na dach dyliżansu przez dwóch oprychów.
Bum! Pocisk z półołowiu uderzył w żelazną skrzynię z siłą armaty. Uderzenie rozbiło zamek i wyrwało pokrywę.
Deszcz błyszczących, skradzionych złotych monet Sweetwater spadł na dziedziniec, dzwoniąc okoła dyliżansu. Zasadzka! Krzyknął Dalton, nurkując za beczką z wodą.
Wybuchł chaos. Bo wrzasnął w panice, szarpiąc się w stronę otwartych drzwi dyliżansu. Wynajęci zabójcy strzelali na oślep w ciemność.
Oślepiony błyskiem z lufy karabinu Jedodiach. Jedodiach nie przeładował szarpsa, upuścił go, wyciągnął rewolwer Colt i ruszył prosto z ciemności. Uderzył pierwszego zabójcę jak pędząca lokomotywa, powalając go na błoto i uderzając ciężką rękojeścią rewolweru w jego skroń.
Mężczyzna zemdlał. Dalton wychylił się zza beczki, celując pistoletem w plecy Jedadi. Ogłuszający ryk odbił się od drugiej strony dziedzińca.
Chmura śrutu poszarpała drewno beczki z wodą, sprawiając, że Dalton zwalił się na ziemię, krzycząc, gdy drewniane odłamki rozszarpały mu twarz. Mawe wkroczyła w blask lamp naftowych. Dwulufowy strzelba dymiła w jej dłoniach.
Z ostrym, metalicznym kliknięciem załadowała drugi nabój. Rzuć to, Dalton! komenderowała.
Jej głos rozbrzmiewał ponad panikującym rżeniem koni. Dwóch pozostałych zabójców spojrzało na krwawiącego Daltona, spojrzało na dzikiego górskiego człowieka zbliżającego się do nich i rzuciło karabiny na ziemię, podnosząc ręce w geście poddania. Jediach podszedł do Daltona, chwycił go za kołnierz i podciągnął na nogi.
Uderzył łowce nagród o bok dyliżansu. To za kaleba! Warknął je do Dias, zanim zadał miażdżący prawy sierpowy, który złamał szczękę Daltona i powalił go nieprzytomnego na błoto.
Pozostał tylko Taddius Boaty baron był zapędzony w róg wnętrza dyliżansu. Trzęsąc się gwałtownie, jego jedwabny kapelusz leżał zdeptany na podłodze. Mawe podeszła do otwartych drzwi.
Strzelba spoczywała luźno na jej biodrze. Bo uniósł swoje tłuste, obrączkowane ręce w żałosnym geście poddania. Pani Galager Mawe, proszę, bądź rozsądna.
W błocie leży dolarów w złocie. Weź to, weź wszystko. Wróć na wschód, kup rezydencję.
Po prostu pozwól mi stąd wyjechać. Nie rozumiesz, panie Bojt powiedziała Mawe zimno, wchodząc na żelazny stopień dyliżansu. Nie przyjechałam tu po pieniądze.
Przyjechałam po mojego ojca. Sięgnęła do płaszcza i wyciągnęła ciężki skórzany dziennik. Rzuciła go na kolana Boa.
Marszałek USA w Sayen już wie czego szukać. skłamała Mawe gładko, jej oczy utkwione w jego przerażonej twarzy. Do jutra rano każdy sędzia i stróż prawa na terytorium będzie wiedział, że zamordowałeś 30 mężczyzn, żeby ukraść ich roszczenia.
Powieszą cię tchadiusie, a ostatnią twarzą, którą zobaczysz, zanim kaptur osłoni twoją głowę, będzie moja. Bo spojrzał na dziennik. Jego twarz straciła wszelki kolor.
Z absolutną pewnością zdał sobie sprawę, że jego imperium krwi i złota właśnie rozsypało się w proch. Dwa dni później pod silną eskortą oddziału kawalerii USA wezwanej z Ford Bridger, dziennik i Tadius Boy, zostali dostarczeni do federalnego budynku sądów w Shayen. Dowody były niepodważalne.
Big Horn Mining Syndicate został rozwiązany. Bo został skazany na powieszenie, a skradzione złoto zostało umieszczone w funduszu powierniczym, aby zostało zwrócone rodziną prawowitych poszukiwaczy. Co do górskiego człowieka i jego oblubienicy nie zostali w mieście.
Wyszli z budynku sądów szeen ręka w rękę i kupili wóz. Pojechali z powrotem w góry wiatrów. Pochowali Kaleba Kultera na pięknym, nasłonecznionym grzbiecie z widokiem na dolinę, zaznaczając jego grób krzyżem z białej sosny.
Jedodiach i Mawe nie przeżyli swoich dni w ciemnej samotnej chacie. Z pieniędzy z nagrody otrzymanej od niezależnych górników zbudowali rozległe ranczo u podnóża gór. Hodowali najwspanialsze konie na terytorium Wyoming.
Zbudowali masywny kamienny kominek. który nigdy nie gasł i wychowali czworo dzieci, które dorastały z żelazną wolą dziewczyny z miasta i nieokiełznanym sercem górskiego człowieka. Terytorium zaczęło znać Culter nie jako niechcianą oblubienicę, ale jako matriarchinę doliny Sweetwater, kobietę, która została odrzucona przez świat tylko po to, by stworzyć dynastię ze śniegu, stali i miłości, której nie można złamać.
Jeśli ta opowieść o sprawiedliwości granicznej, zdradzie i nieoczekiwanej miłości trzymała was w napięciu, niech historia się tu nie kończy. Dajcie łapkę w górę, aby pokazać swoje wsparcie. Udostępnijcie ten film znajomym miłośnikom historii i romansów i subskrybujcie kanał i zadzwońcie dzwonkiem, aby nigdy nie przegapić kolejnej epickiej przygody z Dzikiego Zachodu z życia wziętej.
Zostawcie komentarz poniżej. Czy odważylibyście się zmierzyć z zimą w Wyoming w imię sprawiedliwości? Do zobaczenia w następnym filmie.
Cześć, nazywam się Royal Trials. Jestem właścicielem i menedżerem Royal Trials. Po obejrzeniu filmu górski człowiek poślubił oblubienicę, której nikt nie chciał.
Wtedy ona na zawsze odmieniła jego życie. Naprawdę chciałbym wiedzieć, co o tym myślicie. Jak ta historia wpłynęła na wasze samopoczucie.
To, co najbardziej we mnie zostało, to poczucie rozwoju i nieoczekiwanego połączenia. Historie takie jak ta przypominają nam, że ludzie są często znacznie bardziej zdolni i wartościowi niż początkowo się wydaje. Czasami związki, których najmniej się spodziewamy, mogą mieć największy wpływ na nasze życie i pomóc nam stać się lepszymi wersjami siebie.
Chętnie poznam wasze opinie. Który moment w historii szczególnie zapadł wam w pamięć? I czy uważacie, że największe zmiany w życiu często wynikają z dania komuś szansy, gdy inni tego nie robią?
Jedną delikatną lekcję, którą wyniosłem jest to, że warto patrzeć poza pierwsze wrażenia i być otwartym na siłę, której ludzie mogą nie pokazywać od razu. W codziennym życiu może to oznaczać okazywanie zrozumienia, cierpliwości i uczciwej szansy tym, którzy są wokół nas. Jeśli ta historia coś dla was znaczyła, śmiało dzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.
A jeśli podobają wam się te historie o górskich ludziach, polubienie lub subskrypcja są zawsze mile widziane. Dziękuję za spędzenie części dnia z nami na Royal Trials. Dziękuję za wysłuchanie do końca tego filmu.
Naprawdę doceniam każdą chwilę, którą spędziliście tutaj ze mną. W tej chwili jesteśmy na drodze do osiągnięcia pierwszego celu. 1000 subskrybentów.
Jeśli moje historie choć trochę was poruszyły, proszę wesprzyjcie mnie klikając przycisk subskrybuj. Każda wasza subskrypcja to dla mnie ogromna motywacja, by dalej pisać i tworzyć kolejne wartościowe historie. Do zobaczenia w następnym filmie.
Zatuet.
