Panna młoda odc. 122: Perfidna intryga Beyzy! Hancer wrobiona i odrzucona!

„Panna młoda” Odc. 122 – streszczenie

Cihan był już w połowie drogi do wyjścia z firmy, gdy zadzwonił jego telefon. Na ekranie pojawiło się imię matki. Odebrał niemal odruchowo, nie przeczuwając jeszcze, jak bardzo ta rozmowa zmieni bieg wydarzeń.

Ton Mukadder nie pozostawiał miejsca na sprzeciw — chłodny, stanowczy, podszyty napięciem. Kazała mu natychmiast wrócić do domu. Bez wyjaśnień.

ReklamaPlay

Kilka minut później Cihan przekraczał próg rezydencji. W powietrzu unosiła się dziwna, ciężka cisza, jakby ściany same wstrzymywały oddech.

— Co się dzieje, mamo? — zapytał, zatrzymując się w holu i patrząc na Mukadder z rosnącą niecierpliwością. — Dlaczego mnie wezwałaś? Co takiego mam zobaczyć?

Mukadder spojrzała na niego chłodno, niemal bez emocji.

— Idź do pokoju Beyzy. Wtedy zrozumiesz.

Zmarszczył brwi.

— A gdzie ona jest?

— U mnie. Nie może już tam zostać.

— Co to znaczy „nie może”? — dopytał ostrzej.

— Nie będę ci wszystkiego tłumaczyć. — Jej głos stwardniał. — Idź i zobacz na własne oczy.

Cihan przez chwilę stał nieruchomo, jakby próbował złożyć w całość fragmenty tej dziwnej układanki. W końcu bez słowa ruszył na górę.

Gdy tylko przekroczył próg pokoju Beyzy, zatrzymał się jak wryty.

To, co zobaczył, uderzyło go natychmiast — zerwana tapeta z dziecięcym motywem zwisała ze ścian w postrzępionych pasach, jakby ktoś z premedytacją niszczył każdy fragment. Na podłodze leżały oderwane kawałki, pogniecione i porzucone bezładnie. To był ten sam pokój, nad którym pracował z Beyzą przez ostatnie dwie noce — starannie, cierpliwie, z dziwną, cichą determinacją.

Reklama

Teraz wszystko było zrujnowane.

— Beyzo… — wyrwało mu się cicho, z mieszaniną niedowierzania i ciężkiego zawodu.

W jego oczach pojawił się cień gniewu. W tej chwili nie miał wątpliwości, kto za tym stoi.

Odwrócił się gwałtownie i ruszył w stronę pokoju matki.

Cihan patrzy na dziecięcą tapetę, którą ktoś częściowo zerwał ze ściany.

Reklama

Wnętrze było spokojne, niemal zbyt uporządkowane jak na chaos, który właśnie zobaczył. Beyza siedziała w fotelu, przygarbiona, z twarzą bladą i napiętą. Jej spojrzenie było puste, jakby ugrzęzło gdzieś daleko.

— Beyza! — głos Cihana przeciął ciszę ostrzej, niż sam się spodziewał. — Co to ma znaczyć? Zrobiłaś to, bo jadę z Hancer do domku weekendowego?

Zrobił krok w jej stronę.

— Dosyć tych scen! — podniósł głos. — Naprawdę z trudem się powstrzymuję…

— Nie krzycz na nią.

Słowa Mukadder padły spokojnie, ale z wyraźnym ciężarem. Cihan odwrócił głowę w jej stronę.

— To nie ona zniszczyła ten pokój.

Zapadła cisza.

— Więc kto? — zapytał wolniej, choć napięcie w jego głosie tylko narastało.

Mukadder uniosła lekko brodę i spojrzała ponad jego ramieniem.

— Powiedz mu, Gülşüm.

Cihan obejrzał się. Dopiero teraz zauważył stojącą z tyłu pokojówkę. Gülşüm wyglądała na skrępowaną — dłonie miała splecione, a wzrok spuszczony.

— Ja… — zaczęła niepewnie. — Widziałam panią Hancer. Wychodziła z pokoju, zanim pojechała do domku weekendowego.

Reklama

Słowa zawisły w powietrzu jak wyrok.

— Co…? — głos Cihana opadł do szeptu. W jego oczach pojawił się cień niedowierzania.

— To nie wszystko — dodała Mukadder natychmiast, wykorzystując moment. Jej ton stał się twardszy, niemal oskarżycielski. — Powiedz mu całą prawdę.

— Pani Mukadder, ja… może nie powinnam… — zawahała się Gülşüm.

— Twoja żona knuje za twoimi plecami razem ze swoją bratową — wypaliła Mukadder, nie czekając, aż pokojówka zdecyduje się mówić. — Gulsum słyszała, jak Hancer opowiadała o tym Sinem. Hancer chce mieć z tobą dziecko tylko po to, żeby Beyza została odsunięta na bok.

Zrobiła krok w stronę syna, patrząc mu prosto w oczy.

— Zastanawiałam się, dlaczego wróciła po tym wszystkim. Teraz już wiem. Nie chodzi o ciebie, synu. — Jej głos stwardniał jeszcze bardziej. — Chodzi o majątek. O nazwisko. O bogactwo rodziny Develioglu.

Każde kolejne słowo wbijało się w Cihana jak ostrze.

Jego dłonie zacisnęły się w pięści tak mocno, że zbielały knykcie. Przez chwilę stał nieruchomo, jakby próbował opanować to, co w nim narastało — gniew, zawód, niedowierzanie.

W końcu odwrócił się gwałtownie.

Nie powiedział ani słowa.

Reklama

Wyszedł szybkim krokiem, z twarzą napiętą, rozpaloną nagłym przypływem krwi — jakby każda myśl w jego głowie przyspieszyła, wymykając się spod kontroli.

Zrozpaczona Beyza siedzi w fotelu. Obok stoją Mukadder, Cihan i Gulsum.

***

Kolacja w domku weekendowym była przygotowana z najdrobniejszą starannością. Na stole stały zapalone świece, obok parowały potrawy, a w powietrzu unosił się zapach przypraw i ciepła, który miał stworzyć namiastkę bliskości. Hancer krzątała się niespokojnie między stołem a kuchnią, co chwilę spoglądając na telefon. Każda minuta ciszy wydawała się dłuższa od poprzedniej.

Już po raz kolejny sięgnęła po urządzenie, gotowa znów wybrać numer, gdy nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.

Odwróciła się natychmiast.

— Witaj… — powiedziała z wyraźną ulgą, podchodząc szybko. — Dzwoniłam do ciebie tyle razy. Dlaczego nie odbierałeś? Odrzucałeś moje połączenia…

Reklama

Cihan stał w progu nieruchomo, jakby nie należał do tego miejsca. Jego spojrzenie było chłodne, obce.

— Byłem już blisko — odpowiedział krótko.

Hancer, jakby nie dostrzegając napięcia, objęła go i wtuliła się w jego tors, szukając w nim znajomego ciepła. Na ułamek sekundy uniósł rękę, jakby chciał odwzajemnić ten gest… lecz zaraz ją opuścił. Bezwładnie.

Odsunęła się, nadal z uśmiechem, który powoli zaczynał drżeć.

— Kolacja jest gotowa. Chodź, usiądźmy.

Usiedli naprzeciwko siebie. Hancer starała się utrzymać atmosferę, choć napięcie było niemal namacalne. Cihan siedział sztywno, z zaciśniętą szczęką, nie spuszczając z niej wzroku.

— Najpierw zupa… — zaczęła łagodnie. — A potem przyniosę faszerowane bakłażany.

Nie sięgnął po łyżkę. Nawet nie spojrzał na talerz.

— Może… już jadłeś? — zapytała ciszej. — Przecież mówiłam, że przygotuję kolację…

— Nie jadłem — uciął. — Po prostu nie mam apetytu.

Hancer zawahała się, po czym podsunęła w jego stronę salaterkę.

— To chociaż trochę sałatki…

Nie zareagował.

Reklama

Zamiast tego odezwał się nagle, tonem tak chłodnym, że przeszył ją dreszcz.

— Kiedy zadzwoniłaś, byłem naprawdę szczęśliwy. Pomyślałem, że wreszcie chcesz być ze mną. Kupiłem ci nawet kwiaty.

Na twarzy Hancer pojawiło się zaskoczenie.

— Naprawdę? To gdzie one są?

— Wyrzuciłem je do śmieci. 

— Do… śmieci? — wyszeptała, nie dowierzając. — Dlaczego?

Cihan poderwał się gwałtownie od stołu.

— Bo nie jestem w nastroju na romantyczne kolacje!

Jego głos uderzył w nią jak policzek.

— O czym ty mówisz…? — zapytała bezradnie.

— Czy naprawdę myślisz, że nie wiem, po co mnie tu ściągnęłaś? — spojrzał na nią ostro. — Chcesz mnie uwieść i zajść w ciążę. Tak?

Zamarła.

— Ja… kocham cię — odpowiedziała cicho, próbując utrzymać spokój. — Chciałam tylko, żebyśmy byli razem. Bez nikogo…

— Kochasz? — prychnął. — Kiedy się kocha, nie knuje się za plecami drugiej osoby!

Reklama

Podniósł głos.

— Nie słucha się rad bratowej, jak zdobyć męża! Nie urządza się takich przedstawień! Beyza przez ciebie jest na skraju załamania!

— To nieprawda! — odpowiedziała gwałtownie. — To jej gra! Jak możesz tego nie widzieć?

— Gra? — powtórzył, zaciskając szczęki. — Ona może zrobić sobie krzywdę! A ty mówisz o grach?

Nagle chwycił ją za ramię.

— Chodź — powiedział ostro. — Skoro o to ci chodziło, załatwmy to od razu. Dostaniesz swoją ciążę.

— Cihanie! — wyrwała się z jego uścisku, przerażona. — Co ty robisz?!

— Gdybym oszalał, zniszczyłbym wszystko wokół! — krzyknął.

I jakby chcąc udowodnić własne słowa, kopnął jedno z krzeseł. To przewróciło się z hukiem. Kolejne poszło za nim. Stół zadrżał, a świece zakołysały się niebezpiecznie.

Hancer cofnęła się, skulona, z szeroko otwartymi oczami.

Cihan zatrzymał się nagle, dysząc ciężko, po czym znów spojrzał na nią — tym razem z gniewem podszytym zawodem.

— Poszłaś do pokoju dziecka — powiedział wolniej. — I zniszczyłaś wszystko. Dlaczego?

Reklama

— Ja…? — jej głos się załamał. — O czym ty mówisz…?

— Z zazdrości — dodał ostro. — Bo wiedziałaś, że chodziłem tam w nocy. 

Łzy napłynęły jej do oczu.

— Nie zrobiłam tego…

— Odpowiedz mi tylko na jedno — zniżył głos, nie spuszczając z niej wzroku. — Byłaś tam?

— Tak… — przyznała cicho. — Beyza mnie zawołała. Weszłam, spojrzałam i wyszłam. Niczego nie dotknęłam.

Cihan patrzył na nią długo, jakby ważył każde słowo.

Ale w jego oczach nie było wiary.

— Nie wierzysz mi… — wyszeptała, a pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.

Nie odpowiedział.

Odwrócił się gwałtownie i wyszedł, zostawiając za sobą trzask drzwi i ciszę, która nagle stała się przytłaczająca.

Hancer stała jeszcze przez chwilę bez ruchu, jakby nie mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło. Potem jej kolana ugięły się pod ciężarem emocji.

Osunęła się na podłogę.

Reklama

https://350f83f0d23fb747b200d13e19afff07.safeframe.googlesyndication.com/safeframe/1-0-45/html/container.html

Cichy szloch wypełnił rozświetlony świecami pokój.

Cihan konfrontuje się z Hancer w domu letniskowym. Patrzy na nią gniewnie, a ona kurczy się przed nim.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

error: Content is protected !!